Dlaczego pchamy się w taki dziki teren, skoro można pojechać z rowerami w Alpy, spać w gasthofie, jeść w restauracji, robić jedno - dwu dniowe wypady po wygodnych ścieżkach z dobrą mapą w dłoni?
Pomijając aspekt finansowy, w Karpatach urzeka nas ich dziewiczość i nieskomercjalizowanie.
Tak, są zagrożenia w postaci populacji jakichś 3 tysięcy niedźwiedzi, mało ucywilizowanych i może niezbyt przyjaznych tubylców czy marnej infrastruktury noclegowej w górach. I to właśnie jest ten "smaczek". Wybór miejsca noclegowego ogranicza się do naszego humoru a nie zakazów, nakazów kempingów. Wybór szlaku - jedziemy tam, gdzie możemy a nie gdzie nam ktoś pozwoli.
Wreszcie zupełnie nieprzetworzona przez człowieka przyroda pozwala na bliższy kontakt i znalezienie swojego "ja" w tej przestrzeni. Można jechać przez cały dzień i nie spotkać żadnego człowieka. Rozbijając namiot na połoninie rowery możemy rzucić tam, gdzie nam się podoba dopóty, dopóki niedźwiedzie nie nauczą się na nich jeździć. Poczucie zupełnego nieskrępowanego panujacymi tam, w dole, zasadami daje niepowtarzalne uczucie wolności. "ja i góry" w czystej postaci. Kto by tak nie chciał?