A Bb pojawił się test smaru maraton polskiej produkcji. Nie będę tutaj rozpisywać kolejnych "etapów" testu, ale będąc niegdyś miłośnikiem robienia błotnych armageddonów potrzebowałem czegoś naprawdę dobrego, co wytrzyma 50-80 km w ciągłym syfie. "Maraton" zdeklasował Finish Lina! gdyby tylko łatwiej się go usuwało, nazwałbym go polskim Rohloffem. Przyznać muszę jednak, że nie tylko mi trudno go usunąć, błoto ma z tym spore kłopoty. Producent chwali się smarem jak paw.. i ma rację. Dziwne tylko, że smar wciąż jest tak mało powszechny.
Napisałem do Formickiego-bike czy nie chciałby nam nieco pomóc (również smarem). Tak czy inaczej po raz rzeci Maraton jedzie z nami na wyprawę, jesteśmy do niego przekonani.
P.S.
W sumie bez sensu. Polityka producenta nie jest rozwojowa! Powinien rozrzedzać smar, pogorszyć recepturę, podnieść cenę i zabrać się za przekonywanie świata że nowa wersja smaru jest zdrowsza dla łańcucha, ogniwa chodzą płynniej a straty energii maleją. I zacząłby się ruch, bo smar szybko by się ludziom kończył!!!
cieszę się, że wciąż są produkty, które działają tak jak powinny.
