![]() |
| szybkie pakowanie |
![]() |
| postój na peta dla rumuńskich współpasażerów |
![]() |
| pies dostał konserwe i tak zdobyliśmy jego serce / |
![]() |
| babele i piaskowcowe ostańce. |
![]() |
| w tle Omu (2503m) |
ciekawy fragment pod ścieżki pod ścianą skalną
![]() |
| pod Omu, miejscami trzeba było wypychać rowery |
przepiękne formy
szlaki, jak na rumuńskie standardy, doskonale oznakowane
po krótkim podjeździe długi zjazd. i ponownie. i znowu. to lubimy.
butelka na wodę 5l - psuje lans, ułatwia życie i prawie nic nie waży.
![]() |
| kosówki - horror rowerzysty. Ani pchać ani jechać, jeżeli nieść to najlepiej na wyprostowanych rękach nad głową. |
![]() |
| refugiul - jest jeszcze wcześnie, dlatego udajemy się do kolejnego, to tylko kilka km. |
![]() |
| nocleg w drewnianym refugiulu - pełen komfort, nie wieje, nie jest wilgotno. brakuje tyko wody w pobliżu, szczęśliwie mieliśmy zapas |
![]() |
| wprawdzie pusty żołądek, ale na dzień dobry mamy długi zjazd. |
w tle góry Piatra Craiului, w głębi po lewej niknące pasmo to Iezer-Papusa, kolejne na naszej trasie.
"gdyby tylko tu jechać bez plecaków" pada zawsze gdy zjazd jest świetny
dolina muminków
powódź z przed 2 lat mocno zmieniła oblicze tej drogi. dla nas pozytywnie.
wieżyczki są w co 3 domu.
![]() |
| opuszczona część wioski, niektóre mieszkania zajęte przez Romów. |
wjeżdżamy w pasmo Iezer-Papusa. W tle Piatra Craiului.
pogoda mało stabilna, nadciąga burza. Po wykańczającym wypychu coraz mniej sił żeby jechać w górę. Ale co odpuścimy dziś będzie do zrobienia jutro.
Chłopcy jadący na oklep
naturalny materac z trawy. śpi się bardzo wygodnie.
poranna burza mono opóźniła nasz wyjazd.
pasterz, chłopak pewnie młodszy od nas
Częstowanie papierosem to niemal rytuał.
pasterz. praca pełna perspektyw.
Wreszcie grzbiet główny Iezer Papusa. Pogoda wydaje się być stabilna.
Więc robimy posiłek
miły zjazd..
..trzeba odpracować niosąc rower na grzbiecie.
mimo braku jakiejkolwiek ścieżki jazda jest dość wygodna.
jest już całkiem wysokogórsko. Słychać pomrukiwania burzy.
Po mocnej zlewie (i awaryjnym rozbijaniu namiotu) jesteśmy przemoczeni. Ale za to mamy tęczę.
Mina obserwującego otoczenia refugiula, do którego specjalnie odbiliśmy z zaplanowanego szlaku, mówi wszystko.
Mały domek, przy nim ośmioro pstrokato ubranych dzieciaków, bawiących się dość hałaśliwie. My przyjmujemy najbardziej prawdopodobną opcję.
i zostajemy na grzbiecie nie chcąc dzielić lokalu z Cyganami
w zamian widoki.
próby wysuszenia śpiwora zamoczonego w trakcie ulewy.
Oni do nas idą!
A to nie Cyganie tylko obóz Eksplomutenia!
można spokojnie iść spać.
Rankiem grzeje bardzo przyjemnie, suszymy zawilgnięte rzeczy, nikomu nie chce się ruszać.
trzeba jednak wrócić na szczyt Rosu i skierować się na Fogarasze (w tle)
buty podkute blokami spd mocno utrudniają poruszanie się w takim terenie, tym bardziej z rowerem.
nasz skok na grzbiet Fogaraszy
"Kurwa mać!" co rusz niesie się w dal gdy przepychamy rowery w dół przez kosodrzewiny.
Cyganie zbierający borówki
Szlak oznakowany słupkami pozostał na zboczu i zarósł, ścieżka przeniosła się wyżej. My marnujemy masę sił na przedzieranie się przez ten gąszcz
wypalanie kosodrzewiny pod pastwiska. Sprzyja temu mała ilość opadów.
pasterz? Jedi?
jednak pasterz.
w dole biało-czerwony refugiul, my ciśniemy do kolejnego
to jest jazda, i kto mówi że Fogarasze nie nadają się do jazdy?
zmęczenie cudownie znika jak ma się takie widoki
w dole refugiul. Dzień kolejny zapowiada się intensywnie.
W zasadzie dwa refugiule. Ruina (na środku) i nowy (koła jeziorka). Niejeden turysta kiblował w ruinie docierając tam we mgle lub nocą myśląc że to jedyne schronienie.
dla owiec nie ma trawy niedostępnej
"błoto"
Suszę widać po poziomie jeziorek. Na szczęście pasterze zawsze wiedzą gdzie jest pitna woda.
7 rano, panowie już w pracy.
ostatecznie i tak najłatwiej nieść rower.
pogoda stopniowo pogarsza się. szlak też robi się coraz trudniejszy.
"jest sens jechać tu na rowerze?" pyta nas pan turysta w sandałach.
widoki tylko chwilami, szkoda.
tu już nie dałoby się nawet bez plecaka. Ale najgorzej wygląda ta ściana przed nami.
Refugiul pod Moldoveanu. Pogoda jeszcze z trudem się trzyma.
i znów owce.
i psy.
jak załamanie pogody to w górskim stylu. Śnieg z deszczem, temperatrua bliska zera.
Część chętnych do spania w schronie musiała rozbić się w namiocie. Dobrze że my mamy miejsce w środku, bo nasz namiot nie ma podłogi (oszczędność wagi) a wszędzie leży śnieg.
poranek rozczarowuje.
220m podejścia na Vistae
"dobra, zaliczone, spadamy!"
znalazło się 30m zdatne do zjazdu
może przy lepszej pogodzie próbowalibyśmy dotrzeć do trasy transfogaraskiej. Ale jest zbyt zimno żeby zostawać na grzbiecie.
szlak w ogóle nie wydeptany, a dobrze oznakowany.
Czasami woda smakuje tak, że człowiek pije ją dla samej przyjemności z nie z pragnienia. Tak było w tym wywierzysku.
Doliny w Rumunii - czasem po kilkadziesiąt kilometrów jazdy błotnistą drogą. Kosmiczna nuda, tym razem na szczęście w dół.
Szosa transfogaraska. Przed chwila przejechało Ferrari.
tama jeziora Vidraru.
Nocleg koło.. Polaków podróżujących z sakwami.
pasterz smakuje enduro.
a my serów.
obustronna satysfakcja
.
świnio samopas.
pozostałości po poprzednim systemie.
w góry Parang sympatyczną szutrówką. Ale w pionie to 1400m.
coraz zimniej, ale widoki wspaniałe.
obozowisko cygańskie.
droga strategica
niedawno wyasfaltowana droga transalpina.
wściekle zimno i wietrznie.
jedzenie gotujemy z namiocie, na zewnątrz wiatr gasi płomień.
czas znów wrzucić rower na plecy.
Parangul Mare
jeszcze musimy dojechać do refugiula, każdy liczy na wygodny nocleg
.
jeszcze kilka agrafek..
refugiul okazuje sięnie mieć pryczy, śpimy na ziemi w zawilgoconych śpiworach. nikt nie wypoczywa.
Pietroszany
jeden z wielu psów bytujących na stacji.



















































































































































































